GRECKIE WYSPY
Korfu, Zakynthos, Kreta, Rodos, Lesbos

Moja miłość do Grecji zaczęła się zaskakująco wcześnie — od dziecięcej koszulki z napisem „Korfu”. Jako dziesięciolatka dopytywałam, co oznacza to słowo, nie wiedząc jeszcze, że po latach stanie się nazwą pierwszej greckiej wyspy, którą odwiedzę. Zielonej, spokojnej, pełnej światła.
Każda kolejna wyspa była inna. Zakynthos niemal jak z folderu — z ikoniczną Zatoką Wraku i turkusami, które wyglądają jak nierzeczywiste. Kreta zachwyciła rozmachem i surowością; to tam wędrowałam, zdobywając Psiloritis — najwyższy szczyt wyspy.
Rodos było malownicze, a jednocześnie zaskakująco mgliste. Lesbos — najbardziej autentyczne i najspokojniejsze, z rytmem codzienności, który pozwala naprawdę zwolnić.
Choć różne, wszystkie miały wspólny mianownik: ciepłych, otwartych ludzi, zapach oliwy i ziół, smak prostych, doskonałych potraw oraz to charakterystyczne greckie „siga siga” — wszystko w swoim czasie. Grecja nie jest jedną historią. To mozaika wysp, kolorów i chwil, do których chce się wracać.













