top of page
MADERA
Mała galeria z mojego dziesięciodniowego wypadu na wyspę "wiecznej wiosny".
Dni zaczynałam od fotografowania wschodów słońca, a kończyłam zachodami, które za każdym razem wyglądały inaczej. Wyspa zmieniała się nieustannie — od soczystej zieleni, przez mgły sunące po zboczach, po surowe, dramatyczne krajobrazy.
Wędrowałam lewadami i górskimi szlakami, zanurzając się w bujnej roślinności, która miejscami przypominała dżunglę. Mgła potrafiła odsłonić widok tylko na chwilę, by zaraz znów wszystko ukryć — i właśnie w tej nieoczywistości kryła się magia.
Wynajęty samochód dał wolność: możliwość zatrzymania się tam, gdzie kończyły się mapy i zaczynały widoki idealne do niespiesznego odkrywania, krok po kroku, kilometr po kilometrze.
bottom of page
























